O autorze
Zaczynałem jako reporter Teleexpressu, ale potem porzuciłem zaszczytną służbę prawdzie, i zdobywszy dyplom MBA zostałem cynicznym specem od public relations. Popularyzowałem w Indiach urządzenia do produkcji mgły, testowałem samochody, tłumaczyłem teksty z języków znanych mi jedynie pobieżnie, doradzałem w kwestiach związanych z importem gazu ziemnego, na moment zasiadłem nawet w radzie nadzorczej fabryki spirytusu. Na szczęście, parę lat temu uruchomiłem w sobie wrażliwośc estetyczną i od tego czasu zarabiam jako operator obrazu. Z zapałem relizuję też moje marzenie - prowadzę firmę meblarską Saska Fabrik

Szlakiem katowni!

Zasłużona fundacja animująca życie kulturalne Białołęki organizuje wycieczkę historyczną dla dzieci. W programie „Szlakiem Praskich Katowni” przewidzianym dla uczniów kl. 7. podstawówki zwiedzanie cmentarzy, dawnej siedziby NKWD.



Za mało uczy się w szkole historii, i każda inicjatywa, by tę lukę wypełnić zasługuje na wsparcie. Ale czy zapraszanie dzieci na wycieczkę „Szlakiem Katowni” jest dobrym pomysłem? Każdy ma pewnie swoje zdanie, ale zamiast przestawiać mój osobisty pogląd na tę kwestię, chciałbym zachęcić do refleksji nad tym, co chcemy dzieciom o historii opowiadać, jak sami ją postrzegamy.

Od dawna zastanawiam się nad ideą Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Czym jest nasza wspólna pamięć? To pamięć zbrodni – popełnionych oczywiście przeciwko naszemu narodowi, bo myśmy nigdy żadnych nie popełnili. Zawężanie pola do tych popełnianych na naszym narodzie wydaje mi się historycznie wątpliwe. Nie wdając się jednak w dyskusje na temat szerokiego katalogu zbrodni i morderców, chciałbym zapytać, czy jedynie męczeńsko przelana krew powinna budować naszą narodową pamięć? Może śledzenie zbrodni pozostawić prokuraturze, zaś instytut pielęgnujący narodową pamięć powinien zająć się tym, co historycznie nas łączy, a nie dotyczy jedynie prześladowań, okupacji, terroru. Być może dałoby się jednak znaleźć historyczną wspólnotę w czymkolwiek, co nie ocieka krwią? Czy naprawdę jednoczyć ma nas wyłącznie trauma?

Historia polskiej nauki, muzyki, literatury, sportu? Czy to nie jest dostatecznie ważne? A może nie nadaje się na budowanie poczucia wspólnoty, tożsamości? Może Polacy zwiedzając Paryż, Rzym, czy Wiedeń powinni konfrontować to przede wszystkim z Cytadelą, Powązkami, Grobem Nieznanego Żołnierza? Może widząc, co jednoczy Hiszpanów, Greków czy Niemców powinni sami jednoczyć się pamięcią o Katyniu, Oświęcimiu, Pawiaku?


Życzę udanej wycieczki tym dzieciom oprowadzanym szlakiem katowni. Obawiam się, że to będzie niezapomniane przeżycie.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...