O autorze
Zaczynałem jako reporter Teleexpressu, ale potem porzuciłem zaszczytną służbę prawdzie, i zdobywszy dyplom MBA zostałem cynicznym specem od public relations. Popularyzowałem w Indiach urządzenia do produkcji mgły, testowałem samochody, tłumaczyłem teksty z języków znanych mi jedynie pobieżnie, doradzałem w kwestiach związanych z importem gazu ziemnego, na moment zasiadłem nawet w radzie nadzorczej fabryki spirytusu. Na szczęście, parę lat temu uruchomiłem w sobie wrażliwośc estetyczną i od tego czasu zarabiam jako operator obrazu. Z zapałem relizuję też moje marzenie - prowadzę firmę meblarską Saska Fabrik

Nie potrzebujemy bojowników!

Cała moja sympatia jest po stronie Władysława Frasyniuka. Ale obawiam się, że jego bunt przeciwko państwu przynosi wyłącznie straty.

Mógłbym zacząć od wyrazów podziwu dla bohaterskiej postawy Władysława Frasyniuka, ale przypominanie zasług w kontekście lekceważenia organów ścigania czyni sprawę jeszcze gorszą. Bo czy można obywatelowi nie stawiać się na wezwanie prokuratury, bo jest odznaczonym (słusznie) za zasługi bohaterem? To raczej niezręczny argument. Traktując zatem Frasyniuka wyłącznie jak zwykłego Kowalskiego zapytałbym o granice obywatelskiego nieposłuszeństwa. Przecież jawne ignorowanie wymiaru sprawiedliwości to kpina z państwa. Jakkolwiek krytycznie nie postrzegalibyśmy majstrowania PiS przy sądach i prokuraturze, to przecież Polska nie jest państwem, które chcielibyśmy lekceważyć, które należałoby lekceważyć. Jeśli mamy zastrzeżenia co do legalności stosowanych przez władzę procedur, to należy z tym walczyć w ramach prawa, a nie przeciw niemu.

Zdaję sobie sprawę, jak groteskowe wydaje się, by nic nieznaczący facet (ja) udzielał wskazówek uznanemu i szanowanemu bojownikowi Władysławowi Frasyniukowi. Jednak jest on także moim bohaterem, i czuję, że jego publiczna działalność dotyczy spraw także dla mnie ważnych. Pełen zatem głębokiego szacunku pozwalam sobie zaapelować, by nie popychał społecznego oporu w kierunku anarchii. To nie czas okupacji, a demokracji – choćby realizowanej wadliwie. W walce o standardy państwa prawa nie przyda się wiele lekceważenie organów ścigania. Będąc autorytetem i liderem (choćby opinii, a nie realnego ruchu politycznego) trzeba uwzględniać rolę przykładu, jaki się daje. Czy zatem protestujący przeciw rządom PiS mają demonstrować nielegalnie, ignorować policję, prokuraturę, a ostatecznie i wyroki sądów? Czy mają ignorować państwo walcząc o standardy przestrzegania w nim prawa?

Jest dobrym prawem pana Władysława Frasyniuka, by robił co mu się żywnie podoba. Ale jest także moim prawem wyrazić dezaprobatę dla jego działań w sferze publicznej. Pozwolę sobie przy tej okazji wyrazić moje gorące życzenie, by pan Frasyniuk zaangażował się w jakiś pozytywny ruch budujący nową pozytywną wartość w życiu publicznym. Bo partia negacji i konfliktu już jest – i niestety ma się świetnie.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...