Pawła Rabieja znam jedynie poprzez znajomych, i chyba niezbyt lubię. Ale, do jasnej cholery, czy pogardliwe komentarze ex-bandyty wystarczają, by kogoś obrażać. Czy postać byłego gangstera, którego jedyną zasługą jest, że wydał kolegów policji dla uniknięcia kary jest dostatecznie wiarygodna, by kogoś szkalować? Rozumiałbym, gdyby takie rewelacje drukował plotek, pomponik, czy inny pudelek. Ale Onet, Wirtualna Polska, czy Gazeta.pl pretendują do miana wiarygodnych, poważnych, opiniotwórczych mediów – ich redaktorzy opowiadają o swej pracy jako służbie publicznej, domagają się uznania misji i roli wolnych mediów. Czy w potoku tego patosu skretynieli na tyle, żeby obraźliwe uwagi sfrustrowanego byłego bandziora podnosić do roli informacji? Cóż to za informacja?
Były bandzior najwyraźniej jest sfrustrowany, że kiedyś był kimś, a dzisiaj jest nikim. Kiedyś rządził na dyskotece, czy w agencji towarzyskiej; mógł kogoś pobić, ukraść drogi samochód. A dzisiaj nie może nic. Im bardziej dziś jest nikim, tym bardziej potrzebuje legendy, jak to kiedyś był kimś. A że przechwałki byłego bandyty nie stanowią same w sobie rewelacji, to wciąga w te opowieści osoby znane. A dziennikarze nadstawiają usłużnie ucha, bo może powie, że jakiś polityk był „chłopcem na posyłki”? A może, że jakaś znana polityczka była ”czyjąś dupą”? Nie można spocząć w służbie prawdy, bo może umknie jakiś pikantny szczególik.
Moi drodzy koledzy! Jęczycie o upadku mediów, o degradacji zawodu dziennikarza. Ale to Wy sami staliście się chłopcami na posyłki - chłopcami na posyłki byłego bandziora. Tyle dziś jesteście warci...
Chcesz dostawać info o nowych wpisach?
