O autorze
Zaczynałem jako reporter Teleexpressu, ale potem porzuciłem zaszczytną służbę prawdzie, i zdobywszy dyplom MBA zostałem cynicznym specem od public relations. Popularyzowałem w Indiach urządzenia do produkcji mgły, testowałem samochody, tłumaczyłem teksty z języków znanych mi jedynie pobieżnie, doradzałem w kwestiach związanych z importem gazu ziemnego, na moment zasiadłem nawet w radzie nadzorczej fabryki spirytusu. Na szczęście, parę lat temu uruchomiłem w sobie wrażliwośc estetyczną i od tego czasu zarabiam jako operator obrazu. Z zapałem relizuję też moje marzenie - prowadzę firmę meblarską Saska Fabrik

Woodstock - patriotyzm wyklęty

To nie jest mój festiwal, nie moja muzyka, nie mój styl. Ale kolejny raz obserwując Woodstock z bliska jestem potwornie rozgoryczony, że tych młodych ludzi państwo polskie nie rozumie i nie chce.


Jawnie deklarowana niechęć, sabotowanie społecznej aktywności przez publiczne media, wreszcie administracyjne szykany ministra spraw wewnętrznych – wszystko to wynika z głupoty i małostkowości dyktowanej politycznymi gierkami. Skutki wykraczają jednak poza rozgrywki pomiędzy rządem a opozycją. Skutkiem jest wypychanie setek tysięcy młodych ludzi poza nawias społeczeństwa, ośmieszenie patriotyzmu, zohydzenie państwa.



Kiedy ja byłem wyrostkiem, młodzi ludzie jeździli do Jarocina, by tam znaleźć ujście dla swego buntu, negować niemal wszystko co ich otaczało. Olbrzymim i niemożliwym do przecenienia osiągnięciem Jerzego Owsiaka jest, że buntującą się z natury młodzież zachęcił do postawy zaangażowanej dla dobra innych, przyjaznej. Przecież ta młodzież nie odwraca się plecami od społeczeństwa, ale angażuje się w zbiórki pieniędzy dla potrzebujących, żywo interesuje się tym, co ludzie kultury, nauki, sztuki chcą im przekazać w ramach Akademii Sztuk Przepięknych. Spędzając wiele dni na Woodstocku nie mogę wprost uwierzyć i zrozumieć, jak to się udało, że kilkaset tysięcy Polaków jest tak otwartych, życzliwych wobec siebie, uśmiechniętych.

Ja rozumiem, że młodzież na Woodstocku nie jest – tak jak młodzież na Światowych Dniach Młodzieży – wdzięcznym tłem do zdjęć polityków z biskupami. Ale nawet jeśli się ich stylu i gustów nie podziela – warto dać im wsparcie. Jednak o ile w przypadku ŚDM z wydatków publicznych pokrywano wielomilionowe koszty, a wszystkie służby postawione były na baczność – o tyle w przypadku Woodstock państwo zwyczajnie sabotuje ten festiwal. Zupełnie tak, jakby przyjeżdżający na niego młodzi ludzie nie byli jego obywatelami, nie byli suwerenem.

Otwartą, przyjazną i społecznie zaangażowaną młodzież moje państwo traktuje jak rozochoconą żulię, którą minister spraw wewnętrznych musi temperować. To zupełnie tragiczne, że rządząca ekipa ustami swego rzecznika wypowiada się ze zrozumieniem o bojówkarzach Młodzieży Wszechpolskiej - i to dla nich właśnie ma przesłanie „Róbta co chceta”. Zaś dla młodzieży na Woodstocku, która nie grozi nikomu śmiercią, i promuje „Miłość, przyjaźń, muzykę” - państwo ma wyłącznie administracyjne szykany i nieskrywaną niechęć.

Jestem wściekły, że moje państwo za postawę patriotyczną przyjmuje wyciągnięte pięści i wrzask „Śmierć wrogom ojczyzny”, a swoją złość obraca ku dzieciakom zbierającym datki dla potrzebujących. Jedyne co mi poprawia nastrój, to pewność, że choćby urzędnicy reprezentujący dziś państwo zesrali się z wysiłku to... i tak w końcu zwycięży miłość, przyjaźń, muzyka :-)

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...