O autorze
Zaczynałem jako reporter Teleexpressu, ale potem porzuciłem zaszczytną służbę prawdzie, i zdobywszy dyplom MBA zostałem cynicznym specem od public relations. Popularyzowałem w Indiach urządzenia do produkcji mgły, testowałem samochody, tłumaczyłem teksty z języków znanych mi jedynie pobieżnie, doradzałem w kwestiach związanych z importem gazu ziemnego, na moment zasiadłem nawet w radzie nadzorczej fabryki spirytusu. Na szczęście, parę lat temu uruchomiłem w sobie wrażliwośc estetyczną i od tego czasu zarabiam jako operator obrazu. Z zapałem relizuję też moje marzenie - prowadzę firmę meblarską Saska Fabrik

POKOT - Socrealizm w wersji VEGE

Nie jest prawdą, że Pokot jest filmem antychrześcijańskim - jest znacznie gorzej, Pokot jest filmem słabym i szkodliwym.

Ja też chadzam na manifestacje KOD, zgadzam się w wielu kwestiach z Agnieszką Holland, oraz głęboko szanuję jej dorobek artystyczny. Z tym większą przykrością stwierdzam, że tak bardzo czarno-białego filmu jak Pokot nie nakręcono chyba od czasów braci Lumiere.
W Pokocie są dwa światy: idylliczny zamieszkiwany przez zwierzęta i wrażliwych, mądrych i dobrych ludzi, którzy zwierzęta kochają, oraz ten drugi - zdominowany przez prymitywnych morderców, którzy strzelają do zwierząt, biją kobiety, wykorzystują seksualnie dzieci z patologicznych rodzin.

Film artystycznie i warsztatowo podzielony jest na te dwa światy: idylla zamieszkana przez zwierzęta i kochających je ludzi sfilmowana została jak u Jana Jakuba Kolskiego - świat morderców i seksistów sportretowano w konwencji Pitbulla Patryka Vegi.
Postacie należące do „dobrego świata” zyskują naszą sympatię swą wyjątkową wrażliwością, poczuciem humoru, dobrem jakie wokół siebie roztaczają. Jest kochająca dzieci nauczycielka, jest sympatyczny emeryt, jest młody informatyk tłumaczący w wolnych chwilach poezję staroangielską. Chłopak ten (chory zresztą na epilepsję) zabiega o względy młodej dziewczyny z patologicznej rodziny, która stara się o prawo do opieki nad młodszym bratem. Wszystkie te postaci budzić mogą jedynie sympatię i empatię – widz nie ma w tej kwestii żadnego wyboru.
Musi też bez wątpienia brzydzić się postaciami ze „świata Patryka Vegi”, to jest myśliwymi. Jest wśród nich niewrażliwy i tępawy ksiądz, który wszelkie dylematy moralne ucina zwracając się do bohaterki w trzeciej osobie: „Niech się modli!”. Są też postaci znacznie gorsze, bo niejaki prezes, który strzela nie tylko do zwierzyny łownej, ale także psów naszej bohaterki, a w ogóle to bije i publicznie poniża swoją żonę. Jest tępy i skorumpowany komendant policji, jest wreszcie biznesmen - hodowca zwierząt futerkowych, który wykorzystuje seksulanie obiekt westchnień epileptyka tłumaczącego poezję staroangielską. Nie opiszę całej konstrukcji fabularnej filmu, ani wszystkich jego bohaterów, ale zaręczam, że wszyscy oni dzielą się na postaci albo dobre, wrażliwe i krzywdzone – albo prymitywne, brutalne, złe.
Naprawdę, bardzo dziwię się, że reżyserka o tak dużym doświadczeniu skonstruowała tak boleśnie płąski świat, tak jednowymiarowe postaci. W dodatku środki wyrazu dość nachalnie dobrano do przesłania propagandowego: dobro odmalowujemy pastelami à la Jan Jakub Kolski, zło - szorstką narracją Patryka Vegi.
Nie mam nic przeciwko kontrastom, ale naprawdę mogła nam Agnieszka Holland darować ujęcie, w którym wrażliwa i dobra dziewczyna wypluwa spermę (po tym, jak zaspokoiła ustami swego prymitywnego szefa). Po co ten naturalizm? By jeszcze wzmocnić przekaz, podkręcić emocje? Żeby nie pozostawić najmniejszych wątpliwości: ludzie dobrzy i wrażliwi (outsiderzy, krzywdzone kobiety i tłumaczący poezję młodzieńcy) padają ofiarą okrucieństwa i prymitywnego zła (tępy ksiądz, skorumpowany policjant, prymitywny kapitalista). Pokot to film ukazujący bohaterów pozytywnych lepiących się wręcz od lukru, zaś bohaterów negatywnych unurzanych w wymiocinach. Nic pomiędzy. No może jedynie postać listonosza, któremu reżyserka pozwoliła wygłosić tylko jeden monolog - zabawny, ironiczny, gorzki.

Polska kinematografia z pewnością świetnie poradzi sobie beze mnie w roli krytyka filmowego, a ja nie piszę dlatego, że jakiś film wydaje mi się słaby. Piszę, bo bardzo martwi mnie, że Agnieszka Holland, która jest wyrazicielką środowiska z którym sam nierzadko się identyfikuję, tworzy dzieło pełne tak rażących uproszczeń, tak jednoznacznych ocen moralnych. Rozumiałbym jeszcze, gdyby Agnieszka Holland przedstawiała swój film wyłącznie jako artystyczną wizję, której nie należy poddawać ocenie społecznej, politycznej. Ale przecież tak nie jest. Sama reżyserka prezentuje swoje dzieło w kontekście zmian politycznych; przedstawia je jako głos w debacie publicznej, jako manifest, wobec którego widz powinien się jakoś opowiedzieć. I ten manifest jest bezkompromisowy niczym sztuka z epoki realnego socjalizmu: po jednej stronie siły światła i rozumu – po drugiej zdegenerowana reakcja: prymitywni drobnomieszczanie wraz ze swym głupawym księdzem.

Ja w najwyższym stopniu nie akceptuję takiej wizji świata, którą przedstawiła w swym filmie Agnieszka Holland! Tej samej zresztą, którą popularyzuje na swojej antenie ojciec Rydzyk, którą wykrzykuje na wiecach młodzież ONR – tej wizji wedle której cała mądrość dobro i piękno jest po jednej stronie, zaś zło, plugastwo i fałsz po drugiej stronie. Ze zdziwieniem stwierdzam, że Agnieszka Holland w Pokocie przedstawiła podobnie subtelną analizę ludzkich postaw, jak Kukiz opisujący obrady w Magdalence. Po co? Dlaczego? Czy sztuka nie domaga się nieco głębszego spojrzenia na człowieka?
Mój ojczym był żarliwym, jeszcze przedwojennym komunistą – kolegował się zresztą z ojcem Agnieszki Holland. Ten stary mądry Żyd, przeżywszy wiele porażek i frustracji zaszczepił mi głębokie przekonanie, że nic nie jest całkiem proste, i nikt nie ma racji do końca. Ja myślę, że Agnieszka Holland ma bardzie wiele racji dostrzegając seksizm i brak wrażliwości na cierpienie zwierząt. Jaka szkoda, że opisuje to językiem agresywnej agitki politycznej, a nie kina pobudzającego do myślenia.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?



Trwa ładowanie komentarzy...