Pracowałem dla Owsiaka, dla Kościoła też

Jako operator obrazu pracowałem dla ekipy Owsiaka - dokładnie tak samo, jak dla redakcji programów katolickich TVP. To kapitalna okazja do porównań.

Ostatniego lata spędziłem ponad tydzień na Woodstock pracując dla ekipy Jurka Owsiaka. Spędzałem z ludźmi z najbliższego otoczenia Jurka przynajmniej 18 godzin na dobę, bo sporo się pracowało, a po pracy też nie od razu rozchodziliśmy się na nocleg.
Prosto z Woodstocku pojechałem do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży, gdzie pracowałem dla Redakcji Programów Katolickich, bo od lat pracuję jako operator dla TVP. Ostatnimi laty odwiedziłem z tą redakcją dziesiątki hospicjów, schronisk, szpitali, noclegowni prowadzonych przez ludzi wierzących – świeckich i duchownych.


Niedawny piękny list księdza zarządzającego Caritasem to list jednego księdza, więc ja postanowiłem dodać to, o czym dowiedziałem się od całej armii księży i zakonnic pracujących dla ubogich, chorych, zapomnianych. Poznałem dziesiątki i setki osób duchownych, z których każdy wart jest przynajmniej głębokiego szacunku ze względu na pełną poświęcenia pracę dla ubogich, chorych, zapomnianych. I zaręczam słowem honoru, że od żadnego z nich nie usłyszałem nigdy ani jednego słowa krytycznego o WOŚP, o Jurku Owsiaku. Sam ich czasem podpytywałem, bo prywatnie byłem ciekaw – jak takiego Owsiaka postrzega zakonnica prowadząca żywot świętej, albo ksiądz nawracający trudną młodzież. I przysięgam, że nigdy nie usłyszałem ani jednego złego słowa, nie zobaczyłem ani jednej kwaśnej miny.

Spędziłem ponad tydzień w gronie ścisłych współpracowników Jurka Owsiaka, pracowałem z nimi, gadałem po pracy. I zaręczam słowem honoru, że od żadnego z nich nie usłyszałem nigdy ani jednego słowa krytycznego o Przystanku Jezus, który na Woodstocku instalują co roku księża.-żadnych szyderstw, żadnego wykpiwania. Choć moi współpracownicy z ekipy zdjęciowej nie robili wrażenie gorliwie wierzących ministrantów, a w żartach potrafili być dosadni – ale żartowali głównie z siebie nawzajem, no i czasem ze mnie. Jakoś nie wyżywali się krytykując dzieło Caritasu.

Wniosek z tych moich obserwacji wydaje się być banalnie prosty: otóż im bardziej ktoś sam działa pozytywnie, tym rzadziej formułuje negatywne oceny. Im częściej robi coś dobrego, tym rzadziej wytyka zło innym ludziom.
...a zatem, jak oznajmia Pismo: po owocach ich poznacie!
Amen :-)

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...