O autorze
Zaczynałem jako reporter Teleexpressu, ale potem porzuciłem zaszczytną służbę prawdzie, i zdobywszy dyplom MBA zostałem cynicznym specem od public relations. Popularyzowałem w Indiach urządzenia do produkcji mgły, testowałem samochody, tłumaczyłem teksty z języków znanych mi jedynie pobieżnie, doradzałem w kwestiach związanych z importem gazu ziemnego, na moment zasiadłem nawet w radzie nadzorczej fabryki spirytusu. Na szczęście, parę lat temu uruchomiłem w sobie wrażliwośc estetyczną i od tego czasu zarabiam jako operator obrazu. Z zapałem relizuję też moje marzenie - prowadzę firmę meblarską Saska Fabrik

Przekażcie sobie znak... pogardy

Nie oczekiwałem, że przyjdzie mi bronić publicznie dogmatów wiary katolickiej – ten przywilej pozostawiam redaktorowi Terlikowskiemu. Ale dzieje się w Polsce coś bardzo, bardzo złego, jeśli hierarcha Kościoła Katolickiego powstrzymuje przez przekazywaniem sobie znaku pokoju.

Bez zdziwienia przyjąłem obiekcje prawicowych publicystów wobec akcji „Przekażcie sobie znak pokoju” - bo dla tych publicystów Ewangelia bywa jedynie orężem wobec przeciwników. Z olbrzymim jednak zdumieniem przyjąłem obiekcje kard. Dziwisza. Czy to nie absurd, żebym wobec doktora teologii, kardynała, arcybiskupa metropolity krakowskiego - musiał bronić wierności nakazom Ewangelii?



Na wstępie uprzedzę prawicowych oponentów chcących widzieć we mnie lewackiego deprawatora ze szczujni Tomasza Lisa. Otóż, w portalu NaTemat pisuję dla przyjemności. Zawodowo jestem od wielu lat związany z redakcją katolicką TVP, i to w ramach pracy dla tej redakcji poznałem kardynała Dziwisza, niejednokrotnie goszcząc na ul. Franciszkańskiej w Krakowie. Moja polemika nie jest wywołana chęcią „promowania homoseksualizmu”. Jest świadectwem świętego oburzenia sytuacją, w której jeden z najbardziej eksponowanych hierarchów katolickich, wykonawca testamentu Jana Pawła II podważa sens nakazów Ewangelii, a w każdym razie każe stosować je selektywnie, wybiórczo, zależnie od osoby, której miałyby dotyczyć.

Nie do końca rozumiem lęk hierarchów kościelnych przed „homopropagandą”, ale w całej rozciągłości nie zgadzam się z kardynałem Dziwiszem, kiedy przestrzega przed akcją „Przekażcie sobie znak pokoju”. Kardynał wskazuje jako jeden z celów akcji „uznanie aktów homoseksualnych oraz związków jednopłciowych za moralnie dobre.” Otóż Księże Kardynale, wezwanie, aby przekazać sobie wzajemnie znak pokoju nie jest równoznaczne z uznaniem świętości i cnotliwości osoby, której znak pokoju się przekazuje. Bo przecież stanowiący samo sedno moralności chrześcijańskiej nakaz miłości bliźniego nie jest obwarowany obowiązkiem sprawdzenia, czy aby ten bliźni prowadzi się moralnie, żyje cnotliwie.

Właśnie ta bezwarunkowość nakazów Ewangelii stanowi o jej wielkości i świętości. Wielkości, którą nam ludziom niekiedy udaje się naśladować. Taką wielkość pokazali biskupi polscy kierując do biskupów niemieckich słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. To było zaledwie 20 lat po II Wojnie Światowej, kiedy krew jeszcze nie obeschła, a miliony ludzi nie poradziło sobie z potworną traumą. Ale polscy biskupi, w tym Karol Wojtyła, podpisali list wypełniający nakazy Ewangelii: miłości bliźniego i przebaczenia! Mieli odwagę i moralną siłę, by nie zważać na komunistyczną propagandę, która wskazywała, że taki list wspiera niemieckich rewizjonistów, relatywizuje, fałszuje, zaciera, itp.

Kiedy przykładam miarę wielkości listu biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku do naszych dzisiejszych spraw, to muszę z największą przykrością stwierdzić, że perspektywa bieżących sporów i frakcyjnych waśni przesłania święty i niezmienny nakaz Ewangelii. Sam pomysł, że ksiądz katolicki neguje pomysł przekazywania sobie znaku pokoju wzbudza moje przerażenie!


Drogi Księże Kardynale, jest ksiądz wykonawcą testamentu Jana Pawła II, a pielęgnowanie spuścizny po tym świętym człowieku uznaje ksiądz za swoją misję. Przypomnę zatem naszą prywatną rozmowę, prowadzoną już po wyłączeniu kamery przy ul. Franciszkańskiej w Krakowie. Wspominał Ksiądz Kardynał, jak będąc z papieżem Janem Pawłem II w Nowym Yorku, napotkaliście na demonstrację środowisk gejowskich wyrażających krytykę pod adresem Watykanu, papieża, kościoła. Pamiętam, z jakim podziwem wspominał Ksiądz Kardynał, że Jan Paweł II łamiąc nakazy ochrony podszedł do protestujących gejów, by z nimi porozmawiać. Czy sądzi Ksiądz Kardynał, że Jan Paweł II podchodząc i rozmawiając z pikietującymi gejami promował homoseksualizm, albo relatywizował nakazy moralne?

Nie, on je wypełniał! Wyposażony w moralną wielkość i odwagę cywilną szukał dialogu z każdym człowiekiem, każdemu okazywał szacunek i miłość! Polecam refleksji Księdza Kardynała, czy Jan Paweł II zawahałby się przekazać znak pokoju komukolwiek na świecie, czy kogokolwiek przestrzegałby przed namawianiem do przekazywania sobie tego znaku? Czy kiedykolwiek warunkował wykonywanie nakazów Ewangelii od okoliczności, środowiska, relacji społecznych?

W Piśmie Świętym nie ma niczego drobnym druczkiem! Święte nakazy Ewangelii to nie umowa kredytowa na zakup pralki, naszpikowana obostrzeniami, wyłączeniami, warunkami wypowiedzenia. Słowa Jezusa Chrystusa „Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem” (por. J 13, 34), nie są obwarowane jakimikolwiek zastrzeżeniami, nie ma tam niczego w stylu: nie dotyczy Żydów, Rosjan, Niemców i homoseksualistów (Żydów wprawdzie Pismo Święte traktuje w sposób szczególny, ale to już inna historia).

Nie jest moją intencją okazanie braku szacunku Kardynałowi Dziwiszowi, ani podsycanie polemicznych sporów pomiędzy środowiskiem LGTB, a prawicą. Nie oczekiwałem, że przyjdzie mi bronić publicznie dogmatów wiary katolickiej – ten przywilej pozostawiam redaktorowi Terlikowskiemu. Ale dzieje się w Polsce coś bardzo, bardzo złego, jeśli hierarcha Kościoła Katolickiego powstrzymuje przez przekazywaniem sobie znaku pokoju. Jestem tym szczerze przerażony...

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...